niedziela, 25 października 2015
Część druga. Rozdział trzynasty
sobota, 3 października 2015
Część druga, rozdział dwunasty.
środa, 1 lipca 2015
Część druga, rozdział jedenasty.
Po wejściu do kuchni, ustawiłam ekspres i zrobiłam sobie kawę, musiałam wypić ją szybko żeby Louis nie zobaczył, bo „to może zagrozić dziecku”. Wyjęłam z lodówki jajka i mleko, z szafki mąkę i mikser, zaczęłam rozrabiać ciasto, naszykowałam też patelnie i olej. Gdy miałam wszystko naszykowane dopiłam szybko moją kawę i brudny kubek włożyłam do zmywarki, po cichu weszłam do sypialni i następnie naszykowałam sobie luźny strój na dzisiejszy dzień, czyli krótkie bawełniane spodenki i jedną z luźniejszych bokserek. Dzisiejszy dzień zapowiadał się ładnie, słońce świeciło już o 7 rano, włosy związałam w kitkę i nałożyłam podkład. Odkąd stałam się matką, nie malowałam się tak jak wcześniej. Miałam na to mniej czasu i ochoty. Gdy tylko wyszłam z łazienki zobaczyłam, że Lou już nie śpi.
-Cześć kochanie – przywitałam się z nim.
Spojrzałam na zegarek który stał na szafce nocnej – tak od godziny. Chodź, zrobię Ci śniadanie.
-A Ty? Co będziesz jadła?
-Umówiłem się wczoraj wieczorem, że Michael przyjedzie do nas koło 17, więc proszę kochanie, nie planuj nic.
-Idziesz dzisiaj do pracy?
-Tak, tak. Niedługo Dean przyjedzie z Noami, bo chciała się z tobą spotkać.
-No dobrze. Proszę, o to śniadanie. - przez całą naszą rozmowę przygotowywałam śniadanie dla mojego narzeczonego. Zrobiłam mu jeszcze szybko kawę. - Lou pamiętaj żeby naszykować listę gości który przyjdą od Ciebie, ja też zaraz usiądę i się tym zajmę.
Gdy zabrałam talerz i kubek w którym Louis pił kawę, domofon zadzwonił. Chłopak otworzył i pobiegł do garderoby żeby się ubrać. Otworzyłam drzwi wejściowe i od razu rzuciła się na mnie No.
-Och kochana, jak ja Cię dawno nie widziałam! - przytuliła mnie jeszcze bardziej. - Słyszeliśmy, że spodziewacie się dzidziusia. Gratulacje – wykrzyknęła.
Odkąd pojawiłam się w ich ekipie i zaczęłam się stawiać, wszyscy zupełnie inaczej się zachowują, nie ma już tego dystansu między dziewczynami a chłopakami.
-Gdzie Louis? - zapytał Dean.
-Ubiera się, zaraz powinien przyjść. Zrobić wam coś do picia?
-Ja podziękuję – uśmiechnął się chłopak – ale pewnie Noami będzie chciała.
Postawiłam przed przyjaciółką kubek z parującym napojem i usłyszałam zapłakany głos mojej córeczki.
-Mami! Mami! - gdy wyjrzałam z kuchni zobaczyłam, że Jess chodzi po naszej sypialni – Mami!
-Księżniczko, tutaj jestem. - zaczęłam iść w jej stronę, a gdy ona mnie zobaczyła od razu zaczęła biec. Spojrzałam na jej twarzyczkę i po policzkach płynęły łzy.
-Nidzie cie nie byo,
-Chodź do mamusi – wzięłam ją na rączki i weszłam do kuchni – zobacz kochanie kto do nas przyszedł.
-Cocia No! Coca No – wyciągnęła do niej rączki, a brunetka wzięła ją na rączki. Usmażyłam dla małej jednego naleśnika, po czym No ją karmiła, a ja wzięłam kartkę i zaczęłam spisywać listę gości. Osób z bliskiej rodziny miałam 25 osób, do tego znajomi, bliscy znajomi moich rodziców, rodzice moich przyjaciół i jak zobaczyłam listę osób to lekko się załamałam, 50 osób było ode mnie. Miałam nadzieję, że lista osób Louisa będzie dużo mniejsza.
-Masz już suknie kupioną? - wyrwała mnie z zamyślenia Noam.
-Tak, na wesele i poprawiny, zostało mi tylko kupić jakąś sukieneczkę dla Jess.
Zgodziłam się na propozycję dziewczyny. Poszłam ubrać J. i wyszłyśmy.
Po godzinie byłyśmy w najbliższym centrum handlowym. Chodziłyśmy po sklepach z dziecięcymi ubrankami ale do tej pory nic nie znaleźliśmy. Gdy zrezygnowane chciałyśmy wyjść z centrum by wrócić do domu, zobaczyłam na manekinie śliczną błękitną sukienkę z tiulu. Podeszłyśmy do wystawy i szukałyśmy w którym sklepie znajdziemy ową rzecz. Gdy Noami pokazała palcem, szybko udałyśmy się do sklepu.
Po odszukaniu odpowiedniego rozmiaru przymierzyłam sukienkę mojej córeczce, wyglądała w niej pięknie. Poszłyśmy do kasy i wróciłyśmy do domu. Zrobiłam nam kakao, małej podałam obiadek i położyłam ją spać, razem z No włączyłyśmy jakąś komedię, rozmawiałyśmy na temat wesela i ich planów na przyszłość. Dziewczyna boi się, że Dean nie oświadczy jej się za szybko. Była z nim rok dłużej niż ja i Lou. Wliczając oczywiście nasze rozstania.
-Zazdroszczę Ci Pat tego wszystkiego co mam.
-A ja czuję, że na to nie zasłużyłam. Wszystko dzieje się tak szybko, mam niecałe 21 lat, niedługo będę żoną i matką drugiego dziecka.
-Ale zobacz, Louis Cię kocha, chce być z tobą i w końcu będziesz miała z nim dwójkę dzieci a on Cię mimo to nie zostawił. Powinnaś się z tego cieszyć, a nie załamywać tym faktem. Będziesz już ustatkowana. Duża ilość dziewczyn chciałaby być na twoim miejscu, więc nie marudź. Koło 16 przyjechali chłopcy, Dean zabrał swoją dziewczynę, a my z Lou zostaliśmy sami, pokazałam mu sukienkę dla córeczki
-Przygotowałam listę osób, ile tobie wyszło osób do zaproszenia Lou?
-5ciu pracowników firmy z partnerami, chłopaki z dziewczynami, Oscar z Dianą, Rodzice Deana, jego siostra z mężem, oraz 3 moich wspólników w interesach. Czyli 30 osób.
-Mi wyszło 50
-Czyli wychodzi 83 osoby z nami i J.
-No co tam Lou?
-Kocham Cię najmocniej na świecie, kocham Jessicę i tą małą fasolkę u Ciebie w brzuszku.
-Oh,Lou, ja też Cię kocham. Jesteś najwspanialszą rzeczą jaką kiedykolwiek spotkałam.- Louis za te słowa pocałował mnie namiętnie w usta, jego ręce wślizgnęły się pod moją koszulkę i wspinały się po brzuchu, by w końcu poczuć, materiał stanika, Louis szybkim ruchem odpiął mi go i zaczął pieścić moje piersi nadal całując mnie w usta, jego pocałunki zeszły na szyję, obojczyki. Jedna z jego rąk znalazła się przy gumce moich spodenek a za chwilę już dotykała najbardziej intymnego miejsca, zaczął pieścić mnie tam, a moje ciało odczuwało przyjemność, Louis przyśpieszył tempo, gdy byłam już blisko, mój oddech był nierównomierny, ktoś zadzwonił domofonem. Louis zakończył wszystko co robił, zapiął mój stanik i wstał.
-Dokończymy wieczorem – puścił mi oczko i poszedł otworzyć drzwi.
Pośpiesznie wstałam i poprawiłam włosy, zabrałam, kubki które po kakao piłam z koleżanką i włożyłam je do zlewu.
-Patricia, chodź. - usłyszałam głos Lou.
-Idę, idę. - Gdy weszłam do salonu na kanapie siedział już Michael i Julie, przywitałam się z nimi.
-No więc tak, zacznijmy od listy gości. - powiedział Michael – Macie już ją? Ile osób?
-Chcemy zaprosić 80 osób, no i plus nasza trójka. - odpowiedział Lou
-Wasza trójka? Przecież dziecko jeszcze nie przyjdzie na świat. - zdziwiła się Juliet
-Tak, tak ale mamy córeczkę. Ma dwa latka, więc postanowiliśmy jej nie wliczać do listy, ponieważ będzie może z 2 godziny, potem opiekunka się nią zajmie.
-Ah.. no chyba, że tak. To teraz lista dań. Mamy 4 dobre restauracje które z nami współpracują. Każda ma swoje menu. Bufet będzie stał w rogu sali. **
-Okej, jakie potrawy mogą zostać przygotowane?
-Tutaj macie karty. Wybierzcie jedną, a potem wybierzemy poszczególne dania.
Z czterech restauracji wybraliśmy dwie, które nam najbardziej odpowiadały. Potem wraz z Michaelem i Julie zdecydowaliśmy się a jedną z restauracji. Wybraliśmy danie z kurczakiem w roli głównej, różnego rodzaju sałatki i surówki oraz cztery rodzaje ciast.
Spojrzałam na zegarek i była prawie 18, przeprosiłam naszych gości i poszłam obudzić córeczkę, jeżeli teraz by nie wstała, to obudziła by się wkoło 10 w nocy. Wróciłam z nią do salonu, a Louis omawiał z Michaelem jakiego szampana i jakie wino mają kupić, oraz wszystkie koszta. Jess siedziała zawstydzona na moich kolanach i patrzyła raz na Juliet która się do niej uśmiechała i raz na Michaela.
Po kolejnej godzinie ustaleń wyszli, a ja zrobiłam kolację dla naszej trójki. Louis bawił się w ganianego z naszą córeczką a potem ją wykąpał.
Gdy Jess oglądała bajkę, ja razem z Louisem wypisywałam zaproszenia na ślub.
środa, 17 czerwca 2015
Część druga, rozdział dziesiąty
Mama była ucieszona po tym jak poinformowaliśmy ją o ślubie i o drugim dziecku. Tak samo jak ja uważała, że powinniśmy zaplanować całą ceremonię po porodzie, chociażby dlatego że czułabym się bardziej komfortowo, mogłabym wybrać taką sukienkę o której marzę, nie patrząc na to, że będzie widać mi brzuszek. Lou nie zgodził się na ten pomysł, dodatkowo stwierdził, że wszystko odbędzie się za dwa miesiące. Zostawiliśmy Jess u mojej mamy i pojechaliśmy do firmy zajmującej się organizacją ślubów.
-Witam, nazywam się Michael Heavey- przedstawił się niskiego wzrostu mężczyzna.- a to jest moja koleżanka Juliet Taylor. -wskazał na stojącą obok średniego wzrostu brązowo włosa kobietę. - w czym możemy Państwu pomóc?
-Dzień dobry, nazywam się Louis a to jest moja narzeczona Patricia -przedstawił nas sobie- potrzebujemy pomocy w organizacji ślubu, który musi się odbyć najpóźniej za dwa miesiące, że względu na to, że spodziewamy się dziecka.
-Oh, w takim razie gratuluję i zapraszam Państwa do pokoju, żebyśmy spokojnie mogli omówić szczegóły.
Po ponad godzinnej rozmowie ustaliliśmy, że ślub odbędzie się w jednym z Londyńskich urzędach, koło którego jest duży plac by móc urządzić imprezę w plenerze. Pod namiotami. Od razu także wybraliśmy kolor przewodni naszej imprezy. Będzie to pastelowy niebieski oraz biały. Dzięki takim kolorom będziemy mogli mieć biało, rozowo niebieskie kwiaty. Wybraliśmy także wzór na zaproszenie i zamowiliśmy ich sto. Choć wiedziałam, że to za dużo. Jutro mieliśmy przyjechać by wybrać dania, tort i określi się co do ilości gości.
Lou odwiózł mnie do mamy i zabrał ze sobą Jess i pojechał do Oscara. A ja wraz z mamą i Charlotte pojechałam szukać sukienki. Teraz w drugim miesiącu ciąży nie było widać brzuszka w żadnej z sukienek, ale każda która wybrałam Nie była odpowiednia do sytuacji. Za 2 miesiące mogę wyglądać w nich nie ładnie. Bo były one gorsetowane. Sprzedawczyni starała namówić mnie na inny fason, który nie specjalnie przypadł mi do gustu. Ale po namowach w końcu uległam. Gdy stanęłam przed lustrem, wiedZiałam, że to jest ta sukienka w której chce pójść do ślubu. Była śnieżnobiała, koronkowa, dekold miała w serce, a na ramionach miałam koronkę. Suknia była przylegająca, ale na wysokości pupy rozchodzila się ku dołowi. Z tyłu lekko ciągnęła się po ziemi. Sprzedawczyni dobrala do niej idealny welon i już w 100% wiedziałam, że chce ta sukienkę.
Mamie i Charl bardzo podobała się ta suknia. Dobrałam jeszcze kilka złotych dodatków i zamówiłam tą suknię. Wiedziałam, że Lou widząc mnie w niej zakochała się jeszcze raz. Byłam tego bardziej niż pewna. Pojechałyśmy też od razu wybrać sukienki dla mamy i Charlotte jako druhny. Po dość krótkich poszukiwaniach mama wybrała sobie sukienkę w odcieniu błękitu, która była dopasowana i sięgała przed kolano. Przy okazji ja znalazłam sukienkę na poprawiny, która była z białego materiału, z przodu sięgała do połowy ud, a z tyłu do kostek. Z Charl było troszkę trudniej, ale po kolejnej godzinie wybrałyśmy sukienkę dla mojej ciężarnej przyjaciółki. Sukienka była złoto-pudrowa. Góra składała się z gorsetu na którym były złote koraliki a dół był z tiulu. Zadowolone z zakupów wrocilysmy do domów. Najpierw mama odwiozła Charlotte, potem mnie. Gdy weszłam do domu nikogo Noe było. Wykorzystując chwilę spokoju nalałam sobie gorącej wody do wanny, wlałam płyn do kąpieli i waniliowo-cynamonowy olejek odprężający. Dzięki Louisowi mam wszystko, przez co czuje ze na niego nie zasłużyłam. Jestem zwykłą dwudziestolatką, bez studiów, Ani perspektywy na przyszłość, mam dopiero 21 lat a niedługo będę matką dwójki dzieci. Jak mogłam do tego dopuścić? Gorąca woda miała pomóc mi się odstresować, a nie załamać mnie jeszcze bardziej. Pośpiesznie wyszłam z wanny, wytarlam się ręcznikiem i założyłam wczesniej przygotowaną piżame. Stanęłam bokiem żeby zobaczyć czy widać już trochę brzuszek ale póki co był tylko delikatnie zaokrąglony. Na mojej twarzy było widać since pod oczami oraz wszystkie niedoskonałości. Oczy miałam przekrwione przez to że chwilę temu płakałam. Wyszłam z łazienki z zamiarem zrobienia sobie gorącej czekolady i położenia się na kanapie pod kocem. Gdy z przygotowanym napojem lezalam już w salonie, kolejne łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Chwilę później do domu szedł Louis trzymający za rękę Jessice. Dziewczynka z uśmiechem na twarzy podbiegła do mnie i mnie przytuliła.
-Mami cenu mas łeski o tu - pokazała paluszkiem na policzki. - Tati, Tati sybko.
Jedna ręka przetarłam twarz z łez choć wiedziałam, że Louis i tak zauważy, że przed chwilą płakałam. -Kochanie idź zanieś lalkę do pokoju. Ja przytulne mamusie i już nie będzie płakała. - Dziewczynka szybko zabrała zabawkę z rąk Lou i w podskokach pobiegła do swojego pokoju.
-Pat, co się stało?
-Nic takiego, to tylko ciążowe humorki. - wymusiłam uśmiech i szybko wstałam, zmierzając ku pokojowi córeczki.
-i tak Ci nie wierzę - usłyszałam za sobą głos Louisa.
-Kochanie skąd masz taką piękną lalkę?
-oscal mi ja dal.
-Chodź pójdziemy się wykąpać i zjemy kolację.
Po nakarmieniu J. położyłam ja spać i wróciłam do kuchni by zrobić sobie kolację, zauważyłam że Lou już ja dla nas przygotował, sam teraz siedział przy laptopie pałaszując tosty. Gdy zjadłam dwa zrobiło mi się niedobrze i odległość pomiędzy kuchnią a łazienką pokonałam biegiem. Szybko przykucnęłam przy toalecie i wszystko co zjadłam znalazło się w niej. Poczułam jak Lou zwiazuje mi włosy w kitke. Chłopak po chwili pomógł mi wstać żebym mogła opłukać usta, gdy tylko to zrobiłam, ponownie odwrocilam się do toalety i znów zwymiotowałam. Po dłuższej chwili Louis zaniósł mnie do łóżka i sam poszedł pod prysznic. A ja lezalam i plakałam. Żadne starania Louisa nie przynosiły skutku. Ani glaskanie po ramieniu ani przytulanie. Uspokoiłam się dopiero jak Louis zaczął śpiewać mi refren mojej ulubionej piosenki.
jesteś światłem w ciemności,
Jesteś biciem mego serca
Jesteś powietrzem, którym oddycham
Wiesz, sprawiasz że jestem kompletny
Jesteś moim brakujacym kawałkiem puzzli.
Słysząc ostatni wers refrenu odplynelam do krainy morfeusza
piątek, 29 maja 2015
Część druga, rozdział dziewiąty
Po niecałych dwóch miesiącach wprowadziliśmy się do nowego domu, nie mogłam się do tego przyzwyczaic. Chrzest Jessicy już za nami. Już niebawem posyłamy ją do przedszkola.
-Mamo pić! -Jess już coraz więcej mówi, podeszła do mnie i wyciągnęła rączki żebym ja podniosła. Poszłyśmy razem do kuchni i nalalam jej soczku do butelki, gdy tylko ją odstawiłam zadzwonił telefon.
-Cześć Charl- przywitałam koleżankę.
-Pat, powiedz mi, że mogę do Ciebie wpaść teraz, za 5minut
-Oczywiście, ale stało się coś?
-Można tak powiedzieć. Zaraz będę.
I się rozłączyła. Przestraszyłam się lekko ale nie zostało mi nic innego niż czekać aż moja przyjaciółka przyjdzie. Zmyłam naczynia i usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć i po chwili zobaczyłam Charlotte.
-Cześć! Gdzie jest moja kochana królewna?
-Coca! -Malutka podbiegła do niej i przytulila się do jej nogi.
-Powiedz mi co się stało że tak szybko przyszlaś.
-Zrób kawę to porozmawiamy -Usmiechnela się do mnie i poszłyśmy do kuchni, nastawilam ekspres i po chwili miałam gorący napój. Postawiłam go przed koleżanką i czekałam aż w końcu powie mi o co chodzi.
-Patricia, jestem w 2 miesiącu ciąży!
-O mój Boże! Jak ja się cieszę kochana- przytulilam się do przyjaciółki. - Powiedziałaś już Filiph'owi?
-Nie, boję się to zrobić, a co jak będzie zły? Pamiętasz Louis Cię zostawił, odszedł od Ciebie.
-Ale Lou, to Lou. Filiph jest zupełnie inny. On Cię kocha, więc musisz mu o tym powiedzieć.
-Wiem, wiem, a ty powiedziałaś już Louisowi?
-Co miałaś mi powiedzieć kochanie?-za plecami usłyszałam głos mojego narzeczonego. To teraz jestem wkopana po uszy. Spojrzałam się na Charlotte, a ona od razu wstała i poszła do Jessie.
-Co takiego miałaś mi powiedzieć o czym nie wiem?
-Lou , no bo...- nie mogłam z siebie nic wydusic
-mama ma dzidzi- Jess weszła do Kuchni i pokazała na brzuszek - o tu
-Charlotte zabierz małą do pokoju. -Lou wydał polecenie mojej przyjaciółki, miałam mu powiedzieć to w inny sposób, ale moje dziecko mnie wręczyło.
-Pat, czy to prawda? Czy to prawda, że jesteś w ciąży?
Pokiwałam głowa na tak, nie mówiłam nic bo się panicznie bałam reakcji Louisa. Stał chwilę w skupieniu, pewnie przetwarzał wszystko o czym się dzisiaj dowiedział i jak gdyby nigdy nic przytulił mnie do siebie. Byłam zaskoczona jego reakcją
-Kochanie tak się cieszę! -pocalował mnie w usta.- w którym jesteś miesiącu?
-To , to dopiero początek drugiego miesiąca.
-Dlatego mi kochanie nie powiedziałaś?
-Nie wiem, bałam się twojej reakcji.
-Kochanie, to kiedy bierzemy ślub? Musimy się pobrać zanim urodzi nam się dzidziuś.
-Ustalimy to jutro Louis okej? Chciałam jeszcze porozmawiać z Charlotte
-Dobrze, to nie przeszkadzam i zabieram Jess na spacer.
Wieczór z przyjaciolką minął mi bardzo szybko, jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to Charlotte urodzi w lutym,doradziłam jej żeby powiedziała o tym Filiphowi jak najszybciej i tak po prostu. Gdy z Louisem już leżeliśmy w łóżku przytulił mnie do siebie a następnie zaczął mówić o tym jak piękny będzie nasz ślub.
-chodźmy spać już, dobranoc kochanie.
Rano obudziła nas moja córeczka ktora weszła do nas do łóżka. Ale my poszlysmy dalej spać. Słyszałam jak Lou wstaje i wychodzi. Jak się później okazało to przyniósł dla mnie śniadanie do łóżka.
-Kochanie to za 3 miesiące bierzemy ślub, dobrze?
-A nie lepiej jeśli weźmiemy ślub jak urodzi się już mały?
-Nie, chce wziąć z tobą ślub przed urodzeniem. Zaczniemy szukać jakiegoś miejsca dzisiaj. Potem znajdIemy jakiegoś organizatora i bedIemy mieć wszystko z głowy.
-jak chcesz kochanie, zgodzę się na wszystko.
Zjedliśmy śniadanie i pojechaliśmy do mojej mamy powiedzieć jej o dziecku i o ślubie.
środa, 20 maja 2015
Część druga. Rozdział ósmy
-Charlotte, staraj się z nią rozmawiać jak najdłużej, musimy ją namierzyć, bo ona nie powie Ci gdzie jest. Nawet swojej matce nie powiedziała. Rozmawiaj z nią na spokojnie, a my wszystko namierzymy.
Wzięłam telefon ze stolika i wykonałam połączenie do mojej przyjaciółki, odebrała zaraz po paru sygnałach.
-Halo? - powiedziała zaspanym głosem.
-Jak tam? Już trochę Ci emocje opadły?- zapytałam. - Gdzie jesteś?
-Spałam przed chwilą, mam dość wszystkiego. Całe szczęście, że mała śpi i nie marudzi. - zrobiła pauzę - trochę tak, ale chciałabym wiedzieć, czy on kogoś ma, czy po prostu nie chce mieć takiego obowiązku na głowie. - powiedziała pociągając nosem
-Nie jakoś specjalnie daleko - powiedziała, w tym samym momencie gdy Tom pokazał dwa kciuki do góry, że nalazł już położenie Patrici. Louis wybiegł z domu i tylko słyszałam jak odjeżdża. - kontaktował się z tobą? - zapytała
-Co? Jeszcze raz powtórz, bo nie usłyszałam
-Kontaktował się z Tobą?
-Tak, był u mnie, szukał Cię.
-Niech szuka sobie dalej. Na pewno mnie nie znajdzie.
Rozmawiałam z Pat, dopóki ona się nie rozłączyła.
-Dzień dobry syneczku, jak dawno Cię nie widziałam. Patricia mówiła, że masz dużo pracy.
-Tak, to prawda, ale stwierdziłem, że mogę na chwilę się od niej oderwać. Jest w domu?
-Tak, tak u siebie w pokoju, śpi z małą.
-To pozwoli Pani, że pójdę im zrobić niespodziankę.- Uśmiechnąłem się do starszej Pani i wszedłem po schodach na piętro, skierowałem się do odpowiednich drzwi i bez pukania je tworzyłem. Gdy Patricia mnie zobaczyła, to otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
-Co Ty tutaj robisz? -wyszeptała.
-Przyjechałem zabrać Cię do domu.
-Nigdzie z tobą nie wracam, mam dość Louis, ostatnio nie masz dla mnie w ogóle czasu! Wszystko muszę zrobić sama, nie poświęcasz mi nawet minuty swojego pieprzonego czasu! Nie wiem co robisz, nie wiem o Tobie nic, nie wiem z kim jestem. - po jej policzkach zaczęły płynąć łzy, było widać po niej, że nie chciała, żeby to się stało.
-Pojedź ze mną w jedno miejsce i zobaczysz czym się ostatnio zajmuję.
-Nie Louis, więcej szans nie będziesz miał.
-Proszę. Zapytaj się babci czy zajmie się Jess, i pojedziemy w jedno miejsce.
-Dobrze, ale to nie oznacza, że do Ciebie wrócę.
Patricia zostawiła małą swojej babci i poszła ze mną do samochodu, widziałem jak trzęsły się jej ręce, bała się tego gdzie ją zawiozę. Podjąłem dwie próby złapania jej za rękę, ale zawsze ją zabierała. Gdy wjechałem na jedno z nowobogackich osiedli dziewczyna otworzyła szeroko usta, po czym zasłoniła je dłońmi.
-Louis co my tu robimy?
-Poczekaj chwilę a się dowiesz.
Podjechaliśmy pod dom, który był już z zewnątrz wykończony, choć nadal do środka wchodzili robotnicy.
-Po co tutaj przyjechaliśmy? - zapytała. Bez słowa wysiadłem z samochodu i poszedłem otworzyć dziewczynie drzwi. Podałem jej rękę a ona od razu znalazła się poza obwodem samochodu.
-Witaj w nowym domu kochanie - wyszeptałem jej do ucha.
-Kochanie powiesz coś? - Louis zadał mi pytanie. - Nie było mnie w domu, bo większość czasu spędzałem tutaj aby wszystko zakończyło się szybko. - wyprzedził moje pytanie.
-Ale, ale dlaczego?
-Myślałaś, że nie wiem, że Oscar chce się wyprowadzić? Dlatego postanowiłem zbudować nam dom, żeby on nie musiał żyć w wynajętym mieszkaniu. Poza tym, chciałem, żebyś tutaj się czuła jak u siebie, sama udekorujesz nasz nowy dom. Pojedziemy wkrótce do sklepu i wybierzemy razem meble i farby. Pat, to wszystko dla Ciebie.
-Nienawidzę Cię Louis, nienawidzę.
-Ale za to mnie kochasz. Przepraszam promyczku, że tak mało czasu Ci poświęcałem, ale chciałem to jak najszybciej skończyć.
-Możemy wejść do środka? - zapytałam, bo byłam niesamowicie ciekawa jak to wszystko wygląda od wewnątrz.
-Nie możemy przeszkadzać panom w pracy więc jeszcze się musisz trochę wytrzymać.
-To odwieź mnie do babci.- po moich słowach zauważyłam smutek w jego oczach. - jak chcesz to możesz zostać.
-Patricia, obiecuję, że teraz się wszystko zmieni. Jutro jedziemy na zakupy kochanie.
-Chciałabym gdzieś pojechać, odpocząć, wygrzać się na plaży.
-Weźmiemy ślub, to pojedziemy gdzieś w ciepłe kraje na miesiąc miodowy.
-Ale na cały miesiąc bez Jess?
-Nie pojedziemy całą rodziną. Nie zostawie mojej małej królewny.
Na jego słowa zrobiło mi się cieplej na sercu. Jestem szczęśliwa, że go mam.
PRZEPRASZAM! PRZEPRASZAM! PRZEPRASZAM! nie miałam weny, nic nie szło mi pisanie, rozdział też nie jest taki jakbym chciała, ale chociaż tyle, że pisało mi się go z łatwością.
niedziela, 23 listopada 2014
Część druga, rozdział siódmy
-MA-MA- myślałam że się przesłyszałam.- MA-MA. - Jess pierwszy raz wypowiedziała, to słowo. Byłam taka dumna. Pocałowałam córeczkę w czoło i zaczęłam śpiewać jej kołysankę. Po chwili zasnęła wtulona we mnie a ja zaraz po niej.
-Patricia - ktoś mnie szturchnął - Patricia no.- usłyszałam głos brata
-Hmm?
-Zadzwoń do mamy! Jest już po 20 a jeszcze ich nie ma.
Z torby wyciągnęłam telefon i wykręciłam numer. Po krótkiej rozmowie dowiedziałam się, że nie wracają do domu.
-No i co?
-Zostają na noc.
-A gdzie ja będę spał?
-Jedziemy do domu. Jest już Louis?
-Chyba nie.
Matt trzymał torbę z rzeczami które naszykowałam na jutro a ja niosłam śpiącą Jess.
Nikogo nie było na dole, więc nikt nie wie że wyszłam z domu
-Usiądź koło niej ale spróbuj jej nie obudzić- Uśmiechnęłam się do brata.
-Nie mówisz Louis'owi gdzie będziesz?
-Mamy taki układ, że robimy co chcemy, ale to nie jest dobre postępowanie.
Gdy tylko weszliśmy zaniosłam J do łóżeczka a potem zeszłam zrobić kolację. Kanapki z szynką i ogórkiem są dobre ale i szybkie do zrobienia. Postawiłam talerz z kanapkami przed bratem.
-Nie za dużo?
-Będzie na śniadanie jak zaśpimy.
Gdy oboje byliśmy już najedzeni wygoniłam brata by poszedł spać a ja siedziałam w salonie i oglądałam telewizję czekając na jakąkolwiek wiadomość od Lou. Chwilę przed 10 zadzwonił mój telefon a na wyświetlaczu pokazało się jego imię.
-Halo?
-Gdzie jesteście?
-A Ty gdzie byłeś?
-Powiedz mi gdzie jesteście.
-U rodziców.
-Znów uciekłaś?-jego głos złagodniał.
-A co jeśli tak?
-Nie odpuszczę i będę walczyć.
-A co jeśli nie?
-wróć.
-nie mogę.
-Czyli jednak tak - posmutniał.
-Nie. Jak chcesz to przyjedź.
-Za 15 minut jestem.
W tym czasie poszłam pod prysznic, zdążyłam zrobić nam kakao i usiąść wygodnie na kanapie. Usłyszałam znajomy warkot silnika i już wiedziałam, że to Lou. Gdy zapukał otworzyłam mu drzwi.
Wróciłam na kanapę i przykryłam się kocem robiąc dla niego miejsce.
-Dlaczego tu przyjechałaś?
-Rodzice nie wracają dzisiaj, Matt musi iść do szkoły więc innego wyjścia nie było. Kakao dla Ciebie.- Wskazałam na kubek który w przeciwieństwie do mojego był pełny.
Chłopak przytulił mnie a ja wróciłam do oglądania filmu, gdy się skończył poszliśmy do mojego pokoju spać.
-Chrzestną będzie Charl, a chrzestnym Oscar.
-A z księdzem? Udzieli małej chrztu?
-Tak, przecież inaczej bym nie zapraszała gości, Louis dał mu podobno więcej pieniędzy. Dobra mamuś muszę kończyć- Rozłączyłam się.
Za dwa tygodnie są 2 urodziny J. więc wraz z Louisem postanowiliśmy że także ją ochrzcimy. Większa impreza, moja rodzina, znajomi Louis'a. Cała uroczystość praktycznie jest dopięta na ostatni guzik, lecz pozostaje tylko stroju dla mnie i małej. Louis obiecał zabrać nas w tym tygodniu do centrum na zakupy, dzisiaj jest już sobota, a jego więcej w domu nie ma niż jest. Kawiarenka w której pracowałam zbankrutowała jakiś czas temu, jestem więc teraz na utrzymaniu Louis'a, jemu się to bardzo podoba. Większość dnia spędzam w domu z córką. W naszym związku nic się nie zmieniło, Louis dalej nie mówi mi co robi, a ja przestałam pytać. Oskar skończył szkołę z dobrymi wynikami i zaczął pracę w sklepie muzycznym. Po rozmowie z Dianą, dowiedziałam się, że Oskar chcę się wyprowadzić i zacząć żyć swoim życiem.
-Mamoo pić!
Wzięłam małą za rękę i poszłyśmy do kuchni nalać soku marchewkowego w kubeczek.
-Idziemy na spacer?
-Tak, tak, spacel - cieszyła się.
-Zadzwonię tylko po ciocię.
Umówiłam się z Charlotte za 20 minut w parku. Wsadziłam córeczkę do wózka i wyszłyśmy. Po spacerze w parku poszłyśmy do centrum handlowego na kawę.
-Patricia, muszę Ci coś powiedzieć.
-Nooo? Słucham z ciekawością.
-Umawiam się z Filiph'em
-Oooo, cieszę się! - Przytuliłam przyjaciółkę.
-On od zawsze mnie kręcił - Charl spaliła buraka. - Dostaję od niego tyle kwiatów.
-Ja od Lou dostałam tylko bukiet gdy mi się oświadczył.
-Napomknij mu o kwiatkach
-Nawet nie miałby czasu żeby mi go dać. Ostatnio całe dnie nie ma go w domu, wychodzi jak śpię, przychodzi jak śpię. Od miesiąca tak jest, wcześniej też tak było, ale z czasem coraz mniej jest w domu..
-Porozmawiaj z nim.
-Dzisiaj będę miała trochę więcej siły, bo Jessie będzie na noc u mamy.
-Rozmowa jest bardzo ważna w związku. Nie zapomnij o tym.
-Zastanawiam się nad tym, czy on nie ma kogoś na boku. Nie wiem czy znów się nie wyprowadzę od niego.
-Nie rób tego.
-Ale innego wyboru nie mam.
Zaspana zeszłam na dół. Na blacie w kuchni jak zwykle znalazłam kartkę:
Nie złość się na mnie.
Będę dziś wcześniej
Louis ♥
-Pat, co Ty wyprawiasz?
-Nie widzisz? Wynoszę się. Mam już tego dość.
-Zostań, Zaraz zadzwonię do Louis'a.
-Daj mi 10 minut i możesz do niego zadzwonić.
-Jak tylko wyjdziesz to, to zrobię.
-Twój wybór.
Zamknęłam za sobą drzwi i szybko siadłam do auta. Zadzwoniłam do mamy, żeby naszykowała J bo zaraz po nią będę. Przywitałam się z mamą i zabrałam małą. Gdy wsiadłam do auta Lou zaczął dzwonić. Nie wiem gdzie mam się teraz podziać. Zadzwoniłam do babci, czy mogę do niej przyjechać na dwa dni z małą. Zgodziła się bez problemu. Babcia mieszkała pół godziny drogi od Londynu. Stanęłam na poboczu i napisałam Louis'owi sms'a
Od jakiegoś czasu żyliśmy osobno,
więc po co dalej mam w tym uczestniczyć?
Nie dzwoń.
-Kochanie zrobiłam obiadek, więc zapraszam.
-Nie musiałaś babciu.
-Gdzie twój narzeczony?
-Louis został w domu, wiesz praca i te sprawy.
-Taki młody i już zapracowany.
Zjadłyśmy i poszłam uśpić J.
Telefon dzwonił i dzwonił, raz mama, raz Louis, w międzyczasie też dzwoniła Charlotte.
W końcu odebrałam połączenie od mojej mamy.
-W końcu! Patricia, gdzie jesteś?
-jestem u babci, ale nie mów nic Louis'owi.
-Co się znów stało?
-Nic, po prostu pojechałam odwiedzić babcie z małą i trochę odpocząć od Londynu.
-Patricia! Gdzie jesteś?-usłyszałam Louis'a, musiał zabrać mamie telefon.
-Daleko. - powiedziałam i się rozłączyłam. Wiedziałam, że mama mu nic nie powie i będzie udawała, że nic nie wie. Jak wyjechałam to nagle znalazł czas żeby martwić się tym co robie. Po spacerze z babcią zauważyłam, że Jessie zaczęła trzeć oczy, więc uśpiłam ją i sama zapadłam w sen. Koło 17 obudziły mnie wibracje telefonu. Tym razem dzwoniła do mnie Charl.
Rozmawiałam z nią dość długo, póki nie usłyszałam trzasku drzwi.
